Starszy sierżant Jerzy Ludwik Szletyński był niezwykłą postacią. Jego towarzysze broni, znajomi i rodzina zapamiętali go jako charyzmatycznego patriotę oddanego idei wolności. Co więcej, był pionierem skautingu w Polsce. Urodził się w roku 1894, kiedy nasz kraj były pod zaborami. Wychowywany był w rodzinie z dużymi tradycjami, uczono go historii Polski i wpajano poczucie patriotyzmu.
Z pamiętnika Mikołaja Szletyńskiego, jego ojca: „Dnia 14 sierpnia 1908 roku wyjechał do Krakowa syn Jurek. Po 15 miesięcznym pobycie powrócił do Łodzi” . Tam najprawdopodobniej poznał ideę stworzenia legionów. Był to dość abstrakcyjny pomysł, zwłaszcza w Łodzi, gdzie nikt nie słyszał ani o Piłsudzkim, ani o „Sokole” i „Zarzewiu”, do których Jerzy dołączył w Krakowie. Jur, jak zwali go koledzy, aktywnie włączył się w tworzenie skautingu na ziemiach polskich. Stworzył w Łodzi własną drużynę (2 ŁDH im. majora Waleriana Łukasińskiego), a niedługo potem został Komendantem łódzkich skautów. Jego działalność była wobec ówczesnych władz zagrożeniem dla Rosjan, gdyż propagowała dążenia niepodległościowe. Mimo to Jerzy nie przejmował się zagrożeniem. Interesowała go tylko ojczyzna i możliwość wsparcia podzielonej Polski. Mówi o tym kolejny cytat z pamiętnika jego ojca: „Pierwszego marca 1914 r aresztowanie syna Jurka wraz z drużyną na wycieczce [ćwiczeniach] pod Łodzią. Posiedział w więzieniu do 28 marca i został wypuszczony” . Kiedy wybuchła Pierwsza Wojna Światowa, Józef Piłsudzki stworzył Legiony. Jerzy Szletyński wykazał się niezwykłą odwagą i poświęceniem dla ojczyzny, bowiem postanowił zachęcić łódzkich skautów do wstąpienia na legionowy szlak. Jerzy pokładał w tym przedsięwzięciu całe swoje życie i wszelką nadzieję. Dzięki jego silnej wierze w powodzenie powstania niepodległościowego (jak wtedy były traktowane Legiony), udało mu się skompletować cały pluton.
Mikołaj Szletyński tak pisał: „Dnia 1 sierpnia 1914 r. Rosja wypowiada wojnę Niemcom i Austrii. Formują się Legiony Polskie przeciw Rosji, do których jako ochotnik w dniu 12 X 1914 w Łodzi wstąpił nasz dzielny, nieodżałowany Jurek, a 15 X 1914 o godzinie 9:30 wieczorem, po błogosławieństwie i niedającym się opisać rzewnym pożegnaniu, opuścił nasz dom, udając się w kierunku koszar. […] Było to już ostatnie moje go widzenie” . Już po pierwszej bitwie Jerzy dostał stopień kaprala, a w Święta Bożego Narodzenia został sierżantem. Jego niezwykłe cechy przywódcze spowodowały, że od samego początku prowadził IV Baonem I Brygady. Był genialnym dowódcą, każdy ufał mu bezgranicznie, jak opisali to potem jego towarzysze broni. Najważniejsza dla niego bitwa odbyła się pod Konarami (woj. Świętokrzyskie) 23 maja 1915 roku. Wtedy to podczas szturmu na miejscowości Kamieniec zostaje poważnie ranny w głowę. Z powodu nieprzerwanego ognia Moskali towarzysze Jurka muszą się wycofać. Nie mogą zabrać swojego dowódcy ze sobą, ale zdejmują mu z palca skautowy sygnet. On zostaje w gąszczu i nie straciwszy przytomności czeka na pomoc. Przychodzi ona dopiero następnego dnia wieczorem. Fragment z książki Wacława Lipińskiego, kolegi Jurka:
„Dochodzimy do żyta, gdzie padł Jurek. Widać szybko, gorączkowo kopane wnęki. Jest!!! Zachwiałem się gdy zobaczyłem skurczone ciało Jurka, gdy wtem Władek Łącki na wpół radosnym, na wpół rozpaczliwym głosem zawołał żyje!!! Szybko złożyliśmy go na nosze. Edek Pfeiffer poleciał na przód do wsi przygotować lekarza. Serce nam biło młotem. Tysiące nadziei przelatywało przez głowę. W Kujawach już czekał lekarz 1 pułku, dr. Medyński. Natychmiast zaczął mu golić głowę, a Jurek twarz miał czarną unurzaną we krwi. Jęczał cicho. Lekarz nie robił najmniejszej nadziei. Może… może…”. Jerzy Szletyński zmarł następnego dnia rano. Skończył się jego bohaterski czas. Waleczność, jaką się odznaczał, utkwiła w pamięci jego kompanom. Ale to, co dla nas najważniejsze, to postawa poświęcenia i służby ojczyźnie. Oddał dla niej wszystko. Jego najbliższa rodzina czuje dumę, że nosi nazwisko Szletyńskiego.
Jur wiedział, że zginie, był na to gotowy. Zdawał sobie sprawę, że nie minie go śmierć. Jego ostatni wpis w pamiętniku z datą 22 maja kończy się strasznym zdaniem:
„Straty coraz większe. Chrząszcz zginął. Kolej na mnie…” Po śmierci Jerzego, jego ojciec Mikołaj napisał poemat. Jego przesłanie idealnie ilustruje najważniejsze cechy naszego Bohatera.
Na śmierć ś.p. syna naszego Jerzego – Mikołaj Szletyński
Ciebie niosły w wielkie boje
Archanielskie skrzydła Twoje
I odzianyś jest przed światem
Blaskiem chwały i szkarłatem
Własnej krwi
Ty coś kochał dla idei
Chwała Ci
Boś padł w progu swych nadziei
Nie czekając swej kolei
Chwała Ci
Pośmiertnie starszy Sierżant Jerzy Szletyński został odznaczony za swe męstwo, patriotyzm i oddanie krzyżem Virtuti Militari V kl. oraz Krzyżem Niepodległości.
Źródło: http://17ldh.zhr.pl